Przyjaciel czy konkurent?


Podejmować szlachetne inicjatywy… Czynić z zaangażowaniem dobro… Działać w imię Jezusa Chrystusa… W swej treści to piękny zestaw cech. Ale to nie oznacza automatycznie, że wszystko „pięknie” przebiega. Istnieje poważna pokusa, która polega na tym, że człowiek tylko sobie przypisuje wyłączność na reprezentowanie Boga lub „patent na uniwersalne dobro”. Jedynie „ja” jestem „dobroczyńcą” i „moje” jest dobre, zaś wszyscy inni są traktowani jak „złoczyńcy” „heretycy” lub „szkodliwi amatorzy”.

Jest to egoistyczna tendencja, aby zawłaszczyć dla siebie Chrystusa i Jego łaski. Gdy tak się dzieje, drugi człowiek czyniący dobro w imię Jezusa już nie jest przyjacielem, ale staje się konkurentem a nawet wrogiem. Pojawia się światowa rywalizacja, aby nie utracić pola wpływów i zarazem dokonać jak największej ekspansji. Gdy takie procesy mają miejsce, odsłania się smutna prawda, że Bóg i dobro są tylko środkiem do autopromocji i do realizacji własnych celów, jak np. dominacja, popularność, zyski finansowe. Odbiorca dobra zostaje sprowadzony do poziomu użytecznego klienta. Nieraz w działalności wydawniczej o tematyce religijnej wcale nie chodzi o ewangelizację, ale tylko o uzyskanie jak największych dochodów. W konsekwencji inny wydawca religijny przestaje być przyjacielem w krzewieniu Ewangelii, stając się konkurentem, który odbiera część potencjalnych nabywców.  

Pojawia się także wstydliwa kwestia zazdrości, która zasadniczo wiąże się z funkcjonowaniem w podobnym obszarze aktywności. Piekarz nie będzie raczej zazdrościł, że kowal wykonuje dobre wyroby z żelaza. Ale inna reakcja będzie wobec drugiego piekarza. Gdy będzie miał bardzo dobry chleb i odniesie sukces w sprzedaży, wtedy z pewnością pojawi się pokusa „zazdrosnego spojrzenia”. Oto ktoś staje się niebezpiecznym konkurentem na rynku.  

Zjawisko zazdrości powoduje wiele złego pomiędzy różnymi grupami i wspólnotami chrześcijańskimi. Nieraz ma miejsce logika rywalizacji i wykluczania innych wedle zasady: „Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam”. Gdy sprawa dotyczy bezpośrednio Chrystusa, szczególnie intensywnie działa zły duch, który chce wsączyć jak najwięcej jadu podziałów i wzajemnej dyskwalifikacji. Oczywiście nikt nie będzie deklarował: „Zazdroszczę ci, dlatego cię zwalczam i dążę do tego, abyś zaprzestał ewangelizacji”. Zazdrość jest z reguły opakowana w jakieś „szlachetne uzasadnienie”. Pod pozorem troski, aby nie było czyjejś „szkodliwej działalności”  często skrywane jest pragnienie, aby tylko „mój Chrystus” istniał.  Dla „innego Chrystusa” już nie ma miejsca. To może oznaczać nawet utrudnianie lub wręcz zabranianie innym, aby czynili dobro. W podtekście jest przekonanie: Tylko my mamy patent na „Boże dzieła”. Takiej pokusie ulegli uczniowie Jezusa. Gdy widzieli kogoś, jak wypędzał złe duchy w imię Jezusa, zabronili mu prowadzenia dalszej działalności. Nie ucieszyli się z istnienia współtowarzysza w dobrej sprawie, ale byli niezadowoleni do tego stopnia, że zablokowali jego dobre czyny. Argumentem uzasadniającym była racja: „Bo nie chodzi z nami” (por. Łk 9, 46-50). Jezus zdecydowanie wskazał na niewłaściwość takiej postawy: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami”.

Oto program dla każdego, kto pragnie myśleć i działać prawdziwie w „duchu Chrystusowym”. Jeśli Chrystus jest dla nas najważniejszy, a nie jest tylko środkiem do promocji samego siebie, wtedy inni głosiciele Chrystusa nie będą konkurentami, lecz przyjaciółmi. Zamiast „zabraniania i utrudniania” będzie autentyczna radość, a nawet wielkoduszne „wspieranie”. Wszak chodzi o wspólną sprawę, aby w świecie było jak najwięcej dobra, które czynione jest w imię Chrystusa. W tym samym kluczu każdy „człowiek dobrej woli” „nie jest przeciwko nam, ale z nami”.

Nie jesteśmy „posiadaczami” Chrystusa, ale co najwyżej Jego nędznymi narzędziami. Otwierajmy nasze serca na Chrystusa i na wszystkich, którzy choć żyją i działają w innych grupach i miejscach niż my, również służą w Jego imię… 

28 września 2015 (Łk 9, 46-50)