Dobroć i życie



„Walczę o życie!”. Cel jakże piękny! Ale cóż to znaczy? Dotykamy dylematu rozumienia życia oraz środków, które służą jego rozwojowi. Tak wiele błędów i iluzji. Przekonanie o własnej dobroci i „demoniczności” drugiego doprowadza najczęściej do zgubnych skutków. Można mieć poczucie „jestem obrońcą życia”, a w rzeczywistości być „wrogiem życia wiecznego”.

Dlatego przed zaangażowaniem w kwestię życia, najpierw trzeba „ustawić sobie” w głowie sprawę postrzegania własnej dobroci. Jezus daje nam rewelacyjny przykład (por. Mt 19, 16-22). Gdy pewien młodzieniec zapytał:  „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?”, Jezus odpowiedział: „Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden jest tylko Dobry”. Niezwykłe! Syn Boży nie zatrzymuje się na swej dobroci, ale wskazuje na Ojca, który jako jedyny jest Dobry. Otrzymujemy jasny komunikat, że tylko Bóg Ojciec jest Źródłem Dobroci. Kto chce być płodnym przyjacielem życia musi uznać do szpiku kości, że sam z siebie jest niczym. Duchowa płodność jest tylko tam, gdzie istnieje pokorna dobroć, pozbawiona pysznej postawy ferowania osądów.

Następnie, wchodząc w temat życia, nie można zapomnieć, że w Ewangelii na pierwszym miejscu jest życie wieczne. Dla chrześcijanina, prawo do życia nie oznacza pierwszoplanowej troski o życie doczesne. Najważniejsze jest pytanie, w jaki sposób uzyskać życie wieczne? Zarazem miłujące serce pragnie, aby wszyscy ludzie na wieki mogli zamieszkać w Domu Ojca. Wszak każde ludzkie serce w swych głębinach spragnione jest zanurzenia w Wieczystym Życiu i Miłości.  

Niestety, przeogromna tragedia polega na tym, że ludzkie serce w życiu doczesnym może zostać brutalnie zranione brakiem miłości. Konsekwencją niezaspokojonego głodu miłości staje się egzystencjalna złość i nienawiść. W takiej perspektywie pojawia się zwłaszcza kwestia aborcji. Obiektywnie biorąc, aborcja jest zabójstwem. Sprawa jest jasna. Ale żadną miarą nie oznacza to, że istotą „obrony życia” jest nazywanie zwolenników aborcji  mordercami. Nie chodzi o to, aby robić z siebie „dobrego”, który walczy z siłami ciemności. Taka postawa jest zapomnieniem, że tylko Bóg jest dobry i tylko On ma prawo osądzać!

Najgorzej, gdy braknie pokornej miłości. Wtedy efekt końcowy jest dokładnie odwrotny od zamierzonego. Jak  to rozumieć? Otóż zasadniczo normalny człowiek nie jest zwolennikiem aborcji. Taka postawa jest konsekwencją bardzo głębokich zranień, które generują „zabójcze” decyzje moralne. To wielki głód miłości, który nie został zaspokojony; wielkie wołanie: „nie otrzymałem miłości”. Jeśli ktoś takiego człowieka będzie osądzał w rodzaju „zły morderco”, to najczęściej jeszcze bardziej wepchnie go w otchłań zła. W rezultacie taki człowiek w zemście za dalszy brak miłości, jeszcze bardziej utwierdzi się w pro-aborcyjnych przekonaniach.  

Na szczęście istnieje Jezusowa miłość, która stanowi „serce” słów i czynów chrześcijańskiego obrońcy życia. Na tej drodze istotą jest pokorne przekazanie prawdy o Bożej Dobroci. Nawet najbardziej zagorzały zwolennik aborcji potrzebuje przede wszystkim usłyszeć: „jesteś umiłowanym dzieckiem Boga. Bóg cię kocha!”. Prawdziwy obrońca życia całym sobą powie zwolennikowi aborcji: „dobrze, że jesteś!”. Z czasem, to świadectwo miłości wyzwoli poczucie „a jednak jestem kochany”. Stąd prosta droga do odkrycia prawdy, że aborcja jest złem.

Jednocześnie nie zapominajmy, że życie każdego człowieka ma taką samą wartość: zarówno nienarodzonego dziecka, jak i zwolennika aborcji. Gdy aborcja ma miejsce, to jest to oczywiście tragedia zabicia doczesnego życia. Ale takie dzieciątko jako męczennik uzyskuje od razu życie wieczne w Domu Ojca. Zwolennikowi aborcji zaś grozi wieczna śmierć. Dlatego prawdziwy obrońca życia powinien starać się przekazać mu jak najwięcej miłości. Dzięki tej dobroci, bardzo wzrasta prawdopodobieństwo, że pogubiona dusza przestanie zabijać innych i otworzy się na dar własnego życia wiecznego.  Boże, udzielaj nam głębi miłowania …    

18 sierpnia 2014 (Mt 19, 16-22)