Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg. Pokaż wszystkie posty

Kolejny Etap...

   
            Drogi Przyjacielu! Bogu dziękuję za Ciebie. Cieszę się Twoją obecnością na stronie Eremu Maryi "Brama Nieba"… W roku 2013 Bóg udzielił natchnienia, abym zamieszczał tutaj skromne teksty inspirowane Ewangelią. Dzięki łasce Ducha Świętego i modlitewnemu wsparciu, trwając w ciszy i samotności Eremu, codziennie (od 6 stycznia 2013 roku) publikowałem nowy tekst.   
 
 Po trzech latach, z Woli Bożej, podjąłem jako pustelnik jeszcze głębiej milczenie. Dlatego od 10 lutego 2016 roku nie ma już kolejnych nowych tekstów odnośnie Ewangelii z dnia… Piszę te słowa ze wzruszeniem serca…Pragnę być posłuszny Jezusowi, który powołuje mnie do głębszego pustelniczego trwania w samotności i w milczeniu przed Bogiem… „Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu” (Kol 3, 3). Te słowa z Pisma Świętego są mottem, które oświetla całokształt realizowanego przeze mnie życia pustelniczego. Ufam, że z tego milczenia Bóg wyprowadzi obfite owoce w wielu sercach. Kto czytał teksty zamieszczane w Eremie, z pewnością czuje sercem tę decyzję. Zachęcam jednak, aby w kontekście tej decyzji jeszcze raz przeczytać teksty zwłaszcza z ostatniego miesiąca publikacji (przynajmniej ostatniego tygodnia). To, czym żyję i o czym pisałem, teraz z woli Bożej jeszcze głębiej podejmuję…

Jednocześnie jestem wewnętrznie przekonany, że w żaden sposób nie oznacza to końca Eremu cyfrowego. To tylko koniec pierwszego zasadniczego etapu. Przed nami kolejny etap na drodze do Nieba!...Strona niezmiennie pozostaje. Sens zamieszczanych tekstów nie ogranicza się do intelektu. Chodzi o skromną pomoc w przemianie serca. Teksty są tylko narzędziem, poprzez które pragnie działać Duch Święty. Tak naprawdę zaczyna się drugi etap, który duchowo może być jeszcze bardziej owocny od pierwszego. Teksty powstały w konkretnym czasie, ale dotyczą kwestii, które są nieustannie aktualne. 

Noszę głęboko w sercu każdą osobę, która czytała teksty w Eremie cyfrowym. Niech poprzez codzienną modlitwę "O Stworzycielu Duchu przyjdź” na wszystkich czytających jakiś tekst danego dnia spływają obfite łaski i Boże błogosławieństwo:
„Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6, 24-26).

Każdy tekst wyłania się z ogólnej modlitewnej ciszy Eremu i z całokształtu dotychczasowego doświadczenia. Zarazem konkretne ujęcie w słowa jednego tekstu trwało nawet wiele godzin. Dlatego ufam, że z pomocą Ducha Świętego będzie można odnajdywać przydatne w życiu treści poprzez ponowną lekturę (ewentualnie pierwszą lekturę). Można oczywiście czytać w dowolnym kluczu. Każdy tekst podejmuje zasadniczo określony temat. Z prawej strony w menu są trzy rodzaje zestawień tekstów oraz link do tekstów w formie e-booków.

           „Teksty/referencje” ("Mateusz", "Marek", "Łukasz", "Jan") – jest to zestaw referencji biblijnych, które odsyłają do tekstów (ten zestaw jest także umieszczony pod niniejszym tekstem; praktyczniej dla czytających w wersji mobilnej). „Teksty/czas” – jest to chronologiczny układ tekstów (chodzi zwłaszcza o dzień i miesiąc publikacji, aby znaleźć charakterystyczny na dany dzień roku tekst, np. 25 grudnia, Boże Narodzenie)". Teksty/tematy" - jest to zestaw tematów wiodących w poszczególnych tekstach. Po kliknięciu np. na hasło "miłość" otrzymujemy zestaw tekstów odnośnie miłości (gdy pod wyświetlonym zestawem u dołu pojawia się napis: "starsze teksty", należy kliknąć ten napis, aby wyświetliły się kolejne teksty). 

Proponuję następującą prostą metodę codziennego czytania. Najpierw wchodzimy na link „Ewangelia” (pod "Teksty/referencje), gdzie możemy przeczytać tekst Ewangelii na dany dzień oraz znaleźć referencje biblijne tego fragmentu. Następnie wchodzimy na odpowiedniego Ewangelistę ("Mateusz", "Marek", "Łukasz" lub "Jan"), odnajdujemy te referencje i na nie klikamy. Zostaniemy automatycznie przekierowani do tekstu, którego powstanie zostało zainspirowane tym fragmentem. Często do danego fragmentu jest więcej tekstów (Danego dnia proponuję jednak przeczytać tylko jeden tekst!). Stąd oznaczenia II, III, itd. To bardzo prosta metoda, która pozwala nadal czytać wedle klucza "Ewangelia z dnia". Nie planowałem tego. Ale najwyraźniej Duch Święty sprawił, że przez trzy lata powstały teksty do wszystkich fragmentów Ewangelii, które czytane są w liturgii na Mszy Świętej.  

Pragnę podkreślić, że w klimacie pustelniczym wielokrotna lektura ma głęboki sens. Tylko w ten sposób może dokonywać się przemiana serca. Jednokrotne, szybkie przeczytanie daje doraźny skutek, ale to jeszcze nie wystarczy do trwalszej przemiany serca. Kto czuje, że Erem cyfrowy stał się bliski jego sercu, niech dalej trwa. Duch Święty będzie obficie udzielał swych darów. Bóg pragnie milczenia pustelnika, aby jeszcze pełniej mówić do ludzkich serc. Ufam, że teraz poprzez moje milczenie Duch Święty będzie działał bardziej aniżeli poprzez nowe  teksty. 

Poprzez tę decyzję głębiej podejmuję milczące życie pustelnicze. Erem Maryi „Brama Nieba”, w którym mieszkam, jest jeszcze bardziej utwierdzony. Ufam, że Duch Święty będzie z mocą działał w Twoim sercu z pomocą Eremu cyfrowego.

Drogi Przyjacielu. Z serca dziękując za duchowe wsparcie, zapewniam o modlitwie i pokornie powierzam się modlitwie. Z serdecznym pozdrowieniem, modlitwą i błogosławieństwem, eremita

Teksty/referencje

Zaufać Bogu


          "Zaufaj Bogu!"… To nie jest przymus moralny, który człowiek wierzący powinien realizować. Przy takim podejściu, nawet najpiękniejsze dary duchowe będą ciążyć jak stalowa kula przytwierdzona łańcuchem do nogi. Zaufanie Bogu to serdeczne zaproszenie, które warto podjąć w naszych codziennych zmaganiach.

Bóg stworzył świat z miłości. Niestety, szatan sprawił i wciąż sprawia, że świat często bardziej przypomina piekło aniżeli niebo. Efektem tego są wielorakie struktury zła, które mają potężną siłę miażdżenia ludzkich sumień, dusz i ciał. Ale Bóg nie zostawił człowieka na pożarcie demonicznym siłom. Gdy Jezus posyłał Dwunastu na misję „dał im też władzę nad duchami nieczystymi” (por. Mk 6, 7-13).  Ten dar jest wciąż aktualny. Jeśli jesteśmy zjednoczeni z Jezusem, wtedy otrzymujemy Ducha Świętego. Duch Święty ma moc odeprzeć wszelkie ataki duchów nieczystych. Cała trudność polega jednak na tym, że w krytycznych chwilach lub w ciężkich okresach można odnieść wrażenie, że ciemność na zawsze pokonała światłość…

Ale to tylko pokusa. W każdej sytuacji otrzymujemy od Boga potrzebne łaski, aby skutecznie dać sobie radę. Ale ta prawda zadziała tylko wtedy, gdy będziemy całą ufność pokładać przede wszystkim w Bogu, a nie w sobie lub w światowych siłach. Taki jest sens duchowego przesłania, które Jezus wypowiedział poprzez Apostołów do nas wszystkich: „I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie”. Co robić, aby ta prawda nie pozostała na poziomie odrealnionego ogólnika?

Przede wszystkim konieczny jest czas modlitewnego zatrzymania. Jest to swoiste doświadczenie pustyni, gdy wszystko odkładamy na bok i po prostu jesteśmy przed Bogiem „twarzą w Twarz”. Wystarczy zwyczajne klęczenie lub siedzenie przed wizerunkiem, który przedstawia Pana Jezusa, Maryję lub świętych. Te zewnętrze znaki uświadamiają nam Bożą Obecność. Proste trwanie pomaga wyhamować w sensie fizycznego zapędzenia, ale także w aspekcie negatywnych strumieni myśli. W początkowej fazie praktykowania pustynnego wyciszenia intensywność różnorakich myśli może wzrosnąć w chwilach zatrzymania. Ale nie należy się martwić, gdyż jest to swoisty „detoks”, który z czasem będzie się zmniejszał na rzecz wewnętrznego pokoju. Specyfiką tego procesu jest zyskiwanie coraz większego dystansu do ludzkich słów i postaw, które sprawiły nam ból czy wręcz głęboko zraniły. Spada poziom wewnętrznego chaosu, zwiększeniu ulega jasność umysłu oraz wrażliwość serca. To wszystko przynosi dwa zasadnicze owoce. 

Najpierw na poziomie natury zyskujemy zdolność bardziej racjonalnego i trzeźwego działania. Następnie jesteśmy w stanie  przyjmować dar nadprzyrodzonej miłości. W takim duchowym klimacie wzrasta w nas fundamentalne przekonanie, że Bóg w każdej sytuacji znajdzie adekwatne rozwiązanie. Jest to pewność, która w głębi serca przeżywana jest jako kojąca i uspokajająca oczywistość. Moc tego przeświadczenia jest większa niż wszelkie atakujące zwątpienia, lęki i skłonności wpadania w panikę. 

Trzeba podkreślić, że ufność pokładana w Bogu wymaga nieustanego pielęgnowania cnoty pokory. Gdy znika pokora, wtedy pierwsze skrzypce zaczyna grać pycha, co powoduje zepchnięcie Boga na dalszy plan. Skutkiem tego jest ufanie sobie, co działa jak super-izolator, który blokuje dopływ do serca Bożych łask.  W tym kontekście warto praktykować głębokie pokłony przed Bogiem, włącznie z dotknięciem podłoża przez głowę. Wtedy nie tylko dusza, ale także całe ciało wchodzi w stan dogłębnego ukorzenia przed Bogiem. Całym sobą uznaję, że jestem od Niego zależny. Bóg, widząc swe pokorne dziecko, jest do głębi poruszony i odpowiada potrzebnymi darami swego Miłosierdzia. 

Takie kontemplacyjne trwanie z Jezusem nie tylko nam pomaga, ale sprawia także, że stajemy się płodnymi głosicielami Ewangelii. W kolejnych sercach, najczęściej bez naszej wiedzy, rozbłyskuje blask Chrystusowego Światła… Wszak owocność ewangelizacji zależy od stopnia zjednoczenia z Jezusem, Dawcą Ewangelii. 

           4 lutego 2016 (Mk 6, 7-13)



W poszukiwaniu Boga


Skoncentrować się na poszukiwaniu Boga… Oto najbardziej wyzwalająca wewnętrznie aktywność. Przy okazji, optymalnie będą rozwiązywane kwestie, których dostarcza nam codzienne życie. Kto chce całą swą uwagę poświęcać ziemskim problemom, w imię tzw. realizmu, oczywiście może. Ale niezależnie od podjętego wysiłku, rozpraszane ciemności i tak nie będą pokonane, a nawet ulegną intensyfikacji.  

Dzisiejsza uroczystość Objawienia Pańskiego  jest wielkim zaproszeniem, aby dostrzec światłość Boga, który objawia się w Dziecięciu Jezus.  Cel ten może być osiągnięty tylko wtedy, gdy serce nie jest skoncentrowane na sobie. Jak działa przeszkoda zazdrosnego egoizmu, możemy zaobserwować na przykładzie Heroda. Gdy dowiedział się od mędrców ze Wschodu o narodzeniu Króla żydowskiego, „przeraził się, a z nim cała Jerozolima” (por. Mt 2, 1-12). W jego głowie powstała automatycznie myśl, że na horyzoncie pojawił się konkurent, który może odebrać władzę. Widmo niebezpieczeństwa zrodziło w Herodzie zainteresowanie bliższymi szczegółami odnośnie miejsca narodzenia nowego króla. Arcykapłani i uczeni w Jerozolimie, w oparciu o Pisma, bez trudu wskazali na pobliskie Betlejem.  Gdy mędrcy ze Wschodu wyruszyli do owej miejscowości, zazdrosny o władzę król poprosił ich o przekazanie informacji, gdzie znajduje się Dziecię. Zadeklarował chęć oddania pokłonu, ale rzeczywistym motywem zainteresowania była żądza unicestwienia potencjalnego następcy tronu. Herod nie widział z miłością rzeczywistości, ale wierzył wytworom swej zazdrosnej wyobraźni, podejrzewając zagrożenie tam, gdzie go nie było. Taka postawa uniemożliwiła mu odnalezienie Dziecięcia i rozpoznanie w Nim Wiecznego Króla, który przychodzi jako Boży Zbawiciel  

Gdy człowiek zniewolony jest egoistyczną zazdrością, wtedy zaczyna mieć chore spojrzenie na całą otaczającą rzeczywistość. Widzi mnóstwo rzeczy, które tak naprawdę nie istnieją. Są to wytwory wyobraźni, które dodatkowo podlegają silnemu oddziaływaniu Złego ducha. Specyfiką strategii szatańskiej jest wywoływanie strachu, intensyfikowanie zazdrości i zniewalanie nieczystością. Ten konglomerat uniemożliwia dostrzeżenie „jasnych gwiazd dobra” na „nieboskłonie życia”. Nawet największa świętość budzi wtedy żądzę zabicia. Przy czym świętość ta nie jest rozpoznana. Dlatego powoduje przerażenie, gdyż zinterpretowana jest jako „atakujące zło”.

Zupełnie inne podejście do życia zaprezentowali mędrcy ze Wschodu. Nie wiemy dokładnie, kim byli. Istotne jest to, że poszukiwali Bożej prawdy i byli gotowi podjąć wielki trud, aby ją odnaleźć. Dlatego dotarli ze Wschodu (najprawdopodobniej z Persji lub Babilonu) do Jerozolimy i w czystości serca pytali o dalsze konieczne informacje. Ten ludzki wysiłek został nagrodzony nadprzyrodzoną łaską. Choć byli poganami, to jednak otrzymali ze strony Bożej Opatrzności dar gwiazdy, która „postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię”.  

To ważna duchowa zasada. Jeśli szczerze wyruszamy na poszukiwanie Boskiego Zbawiciela, wtedy na pewno będziemy sukcesywnie doświadczać niezbędnej pomocy w wymiarze naturalnym i nadprzyrodzonym.  Zwłaszcza Boże łaski mogą być wchłaniane, gdyż serce nie jest skoncentrowane na sobie, ale na Bogu. Dzięki temu dostrzegamy wiele faktów i wydarzeń, w których odnajdujemy  potrzebne światło nawet pośród największych ciemności. Gwiazda betlejemska jest pięknym symbolem jasności, którą możemy oglądać, gdy w sercu mamy czyste intencje. Ukoronowaniem tego blasku jest zdolność rozpoznania Boga w Dziecięciu i gotowość do pokornego padnięcia przed Nim na kolana. Mędrcy ze Wschodu są piękną inspiracją, gdyż „padli na twarz i oddali Mu pokłon”. Ten gest wyraża głębokie uniżenie należne Bogu. Nie ma tu samouwielbienia lub bałwochwalstwa. Znakiem czystej kontemplacji jest postawa składania daru. Człowiek odnajduje siebie tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie. Mędrcy ze Wschodu zachęcają do autentycznej miłości, która potrafi dostrzec Boga w człowieku. 

Warto jeszcze podkreślić, że otwartość na Boga uwrażliwia na nadprzyrodzone intuicje, które pojawiają się w sumieniu. Gdy człowiek jest posłuszny otrzymanym ostrzeżeniom, wówczas może uniknąć wielu niebezpiecznych sytuacji, nawet zagrażających życiu. Mędrcy ze Wchodu dzięki wrażliwości na Boże natchnienia nie wpadli w zasadzkę Heroda i szczęśliwie powrócili do swego kraju. 

           6 stycznia 2016 (Mt 2, 1-12)
 

Baranek Boży


Co jest moim priorytetem? Wedle jakiego klucza próbuję otwierać „drzwi życia”? Jakie najgłębsze motywy inspirują mnie do działania? Warto cierpliwie zmagać się z tymi pytaniami. Ale nie chodzi o to, aby angażować jedynie intelekt. Paradoksalnie, aby uzyskać najlepszą odpowiedź, najlepiej zrezygnować z chęci doskonałego zrozumienia siebie. Postawa: „Nie rozumiem siebie” chroni przed iluzjami na swój temat i otwiera na autentyczną prawdę.

Cenną metodą samopoznania jest koncentrowanie się na celu, do którego chcemy dążyć. Dzięki temu rozpoczyna się proces naszej przemiany. Posiadany wzorzec coraz bardziej kształtuje nasze wnętrze. Nie jest to niewolnicze analizowanie przeszłości, ale wyzwalające wpatrywanie się w przyszłość. W powiązaniu z tym stopniowo jako „produkt uboczny” wychodzą różne „ciekawostki” odnośnie naszej osobowości.  Nie szukając siebie, odkrywamy siebie. Nawet jeśli poznawane prawdy są bardzo trudne, nie wywołują „trzęsienia ziemi”. To wszystko jest bowiem drugorzędne wobec centralnego znaczenia celu, na którym ogniskujemy naszą uwagę.  Czyli sprawy wyglądają podobnie jak ze szczęściem. Kto szuka szczęścia najprawdopodobniej popełni szereg poważnych głupot i skończy jako człowiek nieszczęśliwy. Kto nie szuka szczęścia, ale spokojnie stara się po prostu dobrze żyć, w rezultacie stanie się szczęśliwy.

Mówiąc o celu trzeba dokonać ważnego rozróżnienia. Ludzie „światowi” najczęściej marzą o tym, co jest przejawem zwycięskiej siły i pierwszeństwa. Możliwość zademonstrowania swej zaradności i wyższości staje się „pożądanym pokarmem”. Swoistym symbolem takich dążeń jest lew, który  sprawuje władzę przy pomocy siły i poprzez wzbudzanie strachu. Nie tędy jednak droga, jeśli pragniemy zbliżyć się do prawdy odnośnie siebie i otaczającego nas świata. Gdy zewnętrzna siła i zewnętrzne piękno są najważniejsze, wtedy wnętrze zaczyna drążyć nowotwór zakłamania. Do tego często dochodzi upokarzające zniewolenie. Kto zacznie istnieć jako „wielki świata” dzięki sztucznemu wylansowaniu, musi potem służyć swym mocodawcom. Jeśli tego nie uczyni, „wykreowany ideał” zostanie zamieniony w niebyt, a nawet stanie się przedmiotem „potępieńczego podeptania”.   

Ewangelia proponuje zupełnie inne rozumienie celu. Najdoskonalszym wzorcem jest Jezus, który już u samego początku swej misji zostaje nazwany przez Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży” (por. J 1, 35-42). W tej nazwie zawarta jest głęboka prawda o tożsamości Jezusa jako Mesjasza. Ma On założyć Królestwo Boże jako pokorny baranek. Jest to nawiązanie do proroctwa Izajasza, który zapowiadał, że Mesjasz będzie zaprowadzony na rzeź jako baranek i nawet ust nie otworzy. W świątyni Jerozolimskiej zabijano baranki w sensie ofiary zastępczej. Teraz nie będzie to już zastępcze zwierzę, ale człowiek, który jest jednocześnie Bogiem.  Duchowa niezwykłość wyraża się w tym, że poprzez zewnętrzną niemoc  objawia się wewnętrzna moc. Jezus został zabity na krzyżu. Bóg Ojciec przyjął tę „ofiarę niemocy” i w odpowiedzi sprawił, że w Duchu Świętym dokonał się „cud wszechmocy” w postaci Zmartwychwstania.

Oto chrześcijańska propozycja życiowego priorytetu. Kto będzie wpatrywał się w Jezusa jako Baranka Bożego, będzie coraz bardziej mocny poprzez przyjęcie niemocy. Jest to świetna metoda poznawania prawdy o sobie, zwłaszcza tej trudnej. Z Mesjaszem nie jest to jednak dołujące, gdyż przyszedł On właśnie po to, aby nas wyzwolić z pokornie uznanych grzechów i słabości. 

Czasem szczególnej łaski jest każda Eucharystia, gdy kapłan wypowiada zdanie: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata...”. Słowom  tym towarzyszy widok podniesionej przez kapłana Konsekrowanej Hostii, która jest Bożym Barankiem gładzącym grzechy. Wzruszająca rzeczywistość i przesłanie.  Pod osłoną „niemocnego” kawałka chleba jest wszechmocny Zbawiciel.  Kto z miłością kontempluje i przyjmuje Baranka Bożego, przeobraża się na Jego wzór. Im większy atak ze strony świata, tym większy Boski pokój w sercu. Kto szczerze pójdzie za Jezusem-Barankiem, ten z pewnością nie tylko na ziemi, ale już na wieki u Niego i z Nim pozostanie. 

           4 stycznia 2016 (J 1, 35-42)
 

Rodzina i Bóg


Święto Świętej Rodziny: Jezusa, Maryi i Józefa... W tym dzisiejszym święcie chodzi o prawdę, która daje dużo  do myślenia. Jezus, będąc Bogiem, przyszedł na świat jako człowiek poprzez rodzinę. W ten sposób najdoskonalej potwierdził wartość i sens jej istnienia. Naturalne relacje rodzinne zostały uświęcone poprzez obecność samego Boga. Dlatego rodzinę możemy postrzegać jako „świętą drogę”, która poprzez doczesność prowadzi do Wiecznego Szczęścia. Zarazem rodzina nie jest Bogiem. W tym świetle zrozumiałe staje się powołanie do celibatu, które wiąże się z rezygnacją z zakładania własnej rodziny, aby wskazać źródło wszystkiego, Boga.

W kontekście współczesności i powyżej naszkicowanej prawdy warto uświadomić  sobie trzy specyficzne sytuacje życiowe.  W pierwszym przypadku chodzi o tych, którzy kwestionują chrześcijańską koncepcję rodziny.  Do tych ludzi trzeba podejść z wyrozumiałą miłością z dwóch zasadniczych powodów. Otóż często są oni poważnie zranieni i noszą w sobie maskowane cierpienie w związku z nieposiadaniem tego, czego w głębi serca bardzo pragną. Aby „ból braku” jakoś neutralizować, odbierają wartość temu, czego nie mogą mieć. Gdy człowiek widzi smakowite słodkie winogrona, ale są za wysoko i nie może ich zerwać, wtedy nieraz reakcja obronna wyraża się w stwierdzeniu: „Te winogrona są kwaśne”. Taka reakcja pozwala przezwyciężyć ból poprzez kłamliwe wmówienie sobie i innym, że dobro jest złem. Podobnie niektórzy reagują odnośnie rodziny. Jeśli kogoś takiego potępimy, to jeszcze bardziej wzmocnimy w nim nienawiść do szczęśliwej rodziny jako czegoś niedostępnego. Tylko współczucie jest wsparciem w procesie uzdrowienia rodzinnych zranień, co otwiera serce na dobro rodziny. Drugi powód wiąże się ściśle z walką duchową. Jako że rodzina jest czymś stworzonym i uświęconym przez Boga, Szatan uderza w rodzinę. Tak naprawdę jest ona tylko środkiem do  celu, którym jest przeciwstawienie się Bogu. Niektóre osoby pogardzające rodziną stały się po prostu ofiarami diabelskich pokus. Dlatego trzeba gorąco modlić się o Ducha Świętego, aby  „diabelska pogarda” została w ich sercach pokonana i odsłonił się piękny blask Bożego zamysłu odnośnie rodziny.

W drugim przypadku chodzi o to, aby powołanie do celibatu traktować jako komplementarne z powołaniem do życia w rodzinie. Przy czym ważne, aby nie zamazywać pojęć poprzez tworzenie  pojęcia „duchowej rodziny” jako  czegoś równoważnego naturalnej rodzinie.  Jeśli ktoś podejmuje celibat, to znaczy, że rezygnuje z daru pełnego uczestnictwa w rodzinie. Ale nie oznacza to jej negacji, lecz wsparcie.  Sens celibatu polega m.in. na tym, aby wskazać na Boga jako Stwórcę rodziny i zarazem tego, od którego pochodzi wszelkie szczęście i uświęcenie rodzinne. W tym sensie pustelnik najbardziej ze wszystkich zewnętrznie oddalony od rodziny, wewnętrznie jest powołany do jak najgłębszego jej duchowego wspierania.

   Trzecia sytuacja życiowa oznacza drogę chrześcijańskiego życia rodzinnego, gdzie mężczyzna wraz z kobietą wstępują w związek małżeński i zakładają rodzinę zgodnie z prawdami zapisanymi w Ewangelii. Bezcennym drogowskazem jest ewangeliczne zdanie: „Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (por. Łk 2, 41-52). Zapis ten jest doskonałym syntetycznym opisem rozwoju Jezusa jako człowieka pod rodzicielskim okiem Józefa i Maryi. Jednocześnie wzrost duchowy miał miejsce w przypadku rodziców.  Te słowa są świetnym programem życia rodzinnego.  Świętość rodziny nie oznacza odrealnionej doskonałości, którą trzeba od razu posiadać, podejmując tytaniczne wysiłki i realizując wydumane wizje „koniecznego ideału”. Jezus, Maryja i Józef pokazują, że rdzeniem rodzinnej świętości jest  wspólne wzrastanie w miłości, w oparciu o Bożą mądrość, poprzez zwyczajne trudności i wyzwania codziennego życia. Nie ma potrzeby wszystkiego rozumieć. Najważniejsze, aby wierzyć, że przykład świętej rodziny z Nazaretu jest wzorcową inspiracją na drodze do szczęścia w doczesności i w wieczności. 

27 grudnia 2015 (Łk 2, 41-52)