Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty

Pułapka przekonań


           Przekonania, które posiadamy… Mogą być pomocą lub przeszkodą na drodze do prawdy. Jeżeli zawsze automatycznie utożsamiamy naszą wiedzę z rzeczywistością, to stajemy się ofiarami zarozumiałości, a nawet popełniamy grzech pychy. Zarazem nie jest dobrze, gdy rezygnujemy z trudu poznawania, jak jest naprawdę.

Nie są to problemy akademickie, ale zagadnienia, które wpisane są w „serce” naszego życia. Wszelkie wewnętrzne nastawienia, doznawane uczucia i podejmowane decyzje powstają w oparciu o treści, które wypełniają naszą świadomość i podświadomość. Jedna z największych tragedii polega na tym, że ludzie walczą ze sobą, opierając się na błędnych przekonaniach. Preferowana strategia diabła dotyczy treści naszego poznania. Zły duch stosuje taktykę zakłamywania i oczerniania. Najpierw dobry człowiek jest przedstawiany jako „ciemna postać”. Gdy to kłamstwo uda się wmówić, wówczas otwiera się droga, aby „słusznie” taką osobę zwalczać. Co więcej, gdy takie zmanipulowane przekonanie uda się wbić do głowy ludziom o dobrych sercach, nawet oni są w stanie zaangażować się w niszczenie dobrego człowieka. Ileż w historii przypadków, że świętych zabijali ci, którzy „chcieli dobrze”.  

Dobitnie ukazuje to specyfika prześladowań chrześcijan przez pogan w pierwszych wiekach. Otóż wielu pogan uważało się za ludzi bardzo religijnych, którzy prawidłowo oddają cześć ówczesnym „oficjalnym Bogom”. Chrześcijanie byli postrzegani jako bezbożnicy, którzy czczą „jakiegoś człowieka o imieniu Jezus”. Do tego dochodziło kompletne nierozumienie Ewangelii. Na przykład posądzano chrześcijan o kanibalizm, w powiązaniu z informacją o spożywaniu Ciała i Krwi Chrystusa. Takie zachowanie budziło odrazę i było traktowane jako uzasadniony motyw do tępienia przedstawicieli „nieludzkiej sekty”. Każdy chrześcijanin widzi, że takie poglądy to niedorzeczność. Ale w tym właśnie tkwi dramat błędnych przekonań, że są przez niektórych ludzi traktowane ze śmiertelną powagą jako coś wiarygodnego i zgodnego z rzeczywistością. 

            Dlatego warto pamiętać o wielkiej pułapce, której specyfiką jest to, że człowiek pochopnie utożsamia swoją wiedzę z rzeczywistością. Zdanie: „Ja tak uważam” jest wtedy równoznaczne stwierdzeniu: „Tak rzeczywiście jest”. Takie pyszne przekonanie działa jak czarna opaska założona na oczy. Tracimy obraz prawdziwej rzeczywistości. Wyraziście takie zachowanie możemy dostrzec u mieszkańców Nazaretu (por. Mk 6, 1-6). Gdy słuchali Jezusa, w pierwszym odruchu doświadczali blasku Jego Bożej mądrości. Ale bardzo szybko górę brało przekonanie, że dobrze znany przez nich „zwykły człowiek” nie może posiadać tak wielkiej mądrości i zdolności czynienia cudów. W rezultacie „powątpiewali o Nim”. Błędne przekonanie spowodowało niedowiarstwo, które uniemożliwiło Jezusowi dokonanie większej ilości cudów i uzdrowień w swej rodzinnej miejscowości. 

              Aby nie ulec tej pokusie, warto stosować metodę trzech kroków. Otóż najpierw mamy pełne prawo do posiadania pewnych pierwotnych przekonań, które są swoistym przed-rozumieniem człowieka lub sytuacji. Ale na tym poziomie nie można się zatrzymać. Potem konieczny jest drugi krok, którego istotną cechą jest pokorne wsłuchanie się i wpatrzenie w to, co ktoś mówi i robi. Centralne miejsce zajmują obiektywnie postrzegane fakty, a nasze nastawienia powinny być wtedy „wzięte w nawias”. Taka postawa pozwala maksymalnie nawiązać kontakt z rzeczywistością, co pozwala wyjść poza obraz początkowy obecny w naszym umyśle i w sercu. Wreszcie trzeci krok charakteryzuje się uczciwym wyciągnięciem wniosków w oparciu o poznaną i doświadczoną rzeczywistość, zgodnie z sumieniem. W ten sposób powstaje przekonanie i obraz, który jest przeniknięty otwarciem na prawdę. Jest to wiedza, która integralnie połączona jest z wiarą. Pięknym przykładem takiej postawy są niektórzy Żydzi, którzy mając pierwotne przekonania judaizmu, otworzyli się na Jezusa. Dzięki temu doszli do wniosku, że jest On Bogiem i uwierzyli w Niego. Podobnie poganie odkrywali w Jezusie prawdziwego Boga, rezygnując z dawniejszych wierzeń w różnorakie bożki. 

            Niech nasze przekonania będą coraz bardziej zgodne z Wolą Bożą.

  3 lutego 2016 (Mk 6, 1-6)

Wiara i prawda


            Bez autentycznej wiary trudno iść przez życie… Wiara jest wpisana w najgłębsze pokłady ludzkiego serca. Każdy człowiek w kogoś lub w coś wierzy. Ale to nie wystarczy…W zamyśle Stwórcy chodzi o to, aby uwierzyć w Jezusa Chrystusa. Nie jest to jednak oczywiste i nie zachodzi w sposób automatyczny. Wstępna trudność polega na tym, że Jezus jest poza kręgiem wiedzy i zainteresowania. Stąd tak bardzo potrzebne jest głoszenie Ewangelii. Bez tej „świętej wiedzy” różne przedziwne rzeczy mogą stać się wiarygodnym priorytetem w codziennych wyborach.

Ale wiara nie utożsamia się jedynie z wiedzą odnośnie Jezusa. Nie wystarczy znajomość formuł katechizmowych, aby skutecznie podejmować życiowe wyzwania. Konieczne jest osobiste doświadczenie Jezusa jako tego, który obdarzył mnie miłością i oddał życie dla mojego zbawienia. Wiedza religijna często generuje iluzję, że żyjemy tym, co wiemy. Klasycznym przykładem tego jest euforia po rekolekcjach lub konferencjach duchowych. Solidnie wzbogacona głowa jest przekonana, że nastąpiło przejście do nowej duchowej rzeczywistości. Ale tak naprawdę z reguły dystans pomiędzy głową i sercem pozostaje taki sam jak wcześniej. Otrzymane treści są zaledwie „wstępną instrukcją”, która dopiero po praktycznym stosowaniu zacznie przynosić realne skutki w głębszych pokładach egzystencjalnych. Wiedzieć o czymś i żyć czymś to dwa oddzielne światy, które dopiero trzeba ze sobą połączyć. Gdy to nie dokona się, wtedy wiedza chrześcijańska nie pomaga w konkretnych życiowych sytuacjach. Co więcej, poznane prawdy o Jezusie zamiast prowadzić do Nieba, mogą nawet prowadzić do piekła na skutek pychy lub z powodu wykorzystywania posiadanej wiedzy do celów sprzecznych z miłością.  

W Ewangelii jest znamienny fragment, gdzie duchy nieczyste padają na widok Jezusa i wołają: „Ty jesteś Syn Boży” (por. Mk 3, 7-12). W odpowiedzi Mistrz nie pochwalił ich wiary, lecz „surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały”. Dlaczego taka reakcja? Otóż pomimo posiadanej wiedzy duchy nieczyste nie miały w sercu wiary prowadzącej do zbawienia. Co więcej, w ich przypadku stwierdzenie, że Jezus jest Synem Bożym, nie utożsamiało się z pełnią prawdy. Prawda oznacza pełną zgodność z rzeczywistością. Liczy się nie tylko to, co mówimy, ale także sposób, w jaki mówimy. Prawda jest wtedy, gdy wypowiadane słowo respektuje fakty, ucieleśnia miłość i pragnie dobra. W tym sensie wyznanie duchów nieczystych nie wpisywało się w logikę prawdy, lecz kłamstwa. Na czym polega specyfika szatańskiego kłamstwa, które może mieć nawet pozory wiary? 

Otóż kłamstwo, aby było wiarygodne, musi mieć cechy prawdopodobieństwa oraz pociągać pozorem dobra i piękna. W tym celu szatan podaje jedne treści zgodnie z prawdą, natomiast pozostałe ukrywa, aby przemycić „truciznę nieprawdy”. Powstaje „półprawda”, której celem jest zły skutek. Podłożem tej aktywności nie jest miłość, lecz nienawiść.  W przypadku Jezusa prawdą było, że jest Synem Bożym. Ale duchy nieczyste chciały w ten sposób rozgłaszać wcześniej Jego chwałę, aby zakwestionować plan Boga Ojca, że Zmartwychwstanie przychodzi poprzez cierpienie i śmierć na krzyżu.

Wiara w Jezusa jest postawą, gdzie występuje ścisłe zespolenie pomiędzy prawdą, miłością, dobrem i pięknem. W takim stanie istnieje „gorąca linia” pomiędzy głową i sercem. Rozdźwięk będzie zawsze, ale jest on usilnie zmniejszany, aby jak najgłębiej doświadczać w sobie życiodajnej prawdy Jezusa. W tej logice wierzący jest nastawiony na podejmowanie Bożych pragnień i oczekiwań, a nie odwrotnie. Dzięki temu Jezus może w Duchu Świętym wypełniać człowieka łaskami, które są nośnikiem życiodajnych sił. Czerpanie poprzez wiarę z tej Boskiej mocy sprawia, że trudności są podejmowane, przeżywane i ostatecznie przezwyciężane wedle woli Boga Ojca. A to oznacza, że wszelkie życiowe doświadczenia stają się okazją do głębszego zjednoczenia z Jezusem i poprzez doczesny krzyż prowadzą do wiecznego Zmartwychwstania. 

           21 stycznia 2016 (Mk 3, 7-12)

Prawda i diabeł


„Znam prawdę”… Jakże cenne przekonanie! Często powstaje chęć, aby jak najszybciej posiadaną wiedzę wdrożyć w życie. Ale lepiej tak nie robić! Od odkrycia prawdy do jej właściwej realizacji droga jest długa i bardzo niebezpieczna. Pochopność w działaniu zamiast zaowocować oczekiwanym dobrem może doprowadzić do jeszcze większego zła. Zwłaszcza wtedy, gdy podejmujemy prawdziwie świętą sprawę, szatan przypuści porządny szturm, aby nie dopuścić do zaistnienia „Bożego obszaru”. Gdy człowiek wpadnie w diabelskie sidła, wtedy uruchomi „kaskadę zła”, która nie tylko zablokuje planowane dobro, ale spowoduje poważną gmatwaninę problemów, z których ciężko będzie się wyplątać.  

Wielkim osiągnięciem myśli nowożytnej jest odkrycie znaczenia metody. Określenie metoda pochodzi z języka greckiego i oznacza dosłownie drogę. Chodzi o sposób, w jaki możemy dojść do zamierzonego celu. Ze znajomości prawdy nie wynika automatycznie osiągnięcie dobra. Od obranej drogi zależy, czy do dobrego celu w ogóle dotrzemy, i jak skutecznie to uczynimy.

Pamiętam, jak kiedyś wyruszyłem z zapałem na podbój cudnie mieniącego się w słońcu szczytu. Przyroda sprawiała wrażenie kojącego przedsionka raju. A tu nie wiadomo skąd nagle wybiegło kilka wściekle szczekających psów. Totalne zaskoczenie! Na szczęście znalazłem schronienie na skale i nie zostałem pogryziony. Innym razem próbowałem wejść na wspaniałą górę. Niestety, nie udało się. Ale po pewnym czasie odkryłem, że od drugiej strony (kilkadziesiąt kilometrów dalej) jest trasa, która bez problemu prowadzi na szczyt. Te lekcje zostały mi na całe życie. Zwłaszcza wtedy, gdy mamy jakiś poważny cel, warto porządnie przygotować się, aby w miarę możliwości uniknąć niebezpieczeństw i znaleźć optymalne rozwiązanie. Jak to osiągnąć?

Na początku ważna jest pokora, która polega na podjęciu tzw. pozytywnego wątpienia. To, co uważam za prawdę, może jednak prawdą nie być… Wielka chęć osiągnięcia czegoś sprawia, że nieraz iluzję zaczynamy traktować jako rzeczywistość. Pokorna autorefleksja nigdy nie zaszkodzi, a może uchronić przed pułapką budowania na nieprawdzie, co zawsze prowadzi do katastrofy.

Następnie istotny jest związek prawdy z miłością. Gdy prawda jest wypowiadana i podejmowana bez miłości, wtedy staje się narzędziem w ręku szatana. Człowiek sądzi, że służy Bogu, a w rzeczywistości występuje przeciwko Bogu. W Ewangelii jest znamienny epizod, gdy człowiek opętany przez ducha nieczystego zaczął krzyczeć do Jezusa: „Wiem, kto jesteś: Święty Boży” (Mk 1, 21-28). W tym stwierdzeniu była wyrażona pełna prawda. Ale Jezus zdecydowanie powiedział: „Milcz i wyjdź z niego!”. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że wyrażona prawda nie płynęła z serca wypełnionego Bożą miłością, ale u jej źródeł była diabelska złość. Jeśli człowiek powie drugiemu prawdę bez miłości, to zamiast chwalebnego czynu popełnia poważny grzech. Jezus wtedy nie cieszy się, lecz nakazuje milczeć i oczywiście nie błogosławi. 

Wreszcie dobre odczytanie Bożej woli wymaga wiele czasu i cierpliwości. Samo czekanie i obserwowanie jest już wielką dawką informacji. Poznajemy dogłębnie sieci wielorakich powiązań i zależności. Ujawnia się stopniowo to, czego największy geniusz od razu nie byłby w stanie odkryć. Chodzi zarówno o miejsca, gdzie grasują „wściekłe psy”, jak i rewelacyjne trasy, które pięknie prowadzą na upragniony szczyt. Dlatego diabeł tak bardzo kusi, aby działać gwałtownie i robić wcześniej, niż trzeba. Jezus zabronił duchowi nieczystemu ogłaszać, że jest Świętym Boga, gdyż jeszcze było za wcześnie. Diabeł nie miał dobrej intencji, aby proklamować dobrą nowinę o zbawieniu. Wręcz przeciwnie, chciał poprzez szybsze ogłaszanie zanegować Boży plan. W tym tkwi m.in. przebiegła diabelska nieczystość. Prawda nie służy dobru, ale jest wykorzystywana do realizacji złego celu. Cierpliwe przygotowywanie się z Jezusem pozwala znaleźć i rozbroić różne „diabelskie miny”.

Służymy prawdzie, mając w sercu pokorę, miłość i cierpliwość… Oto droga woli Bożej. 

           12 stycznia 2016 (Mk 1, 21-28)
 

Król Prawdy


W jakim kierunku podążamy przez życie?... Dzisiejsza Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, jest świetną okazją, aby tę kwestię głębiej przemyśleć. Dzięki temu będziemy mogli z nowym zapałem kontynuować dotychczasową dobrą drogę; ewentualnie dostrzeżemy konieczność wycofania się ze „ślepej uliczki”, w którą zabrnęliśmy.  Istnieją dwa fundamentalne zaangażowania, całkowicie odmienne…

W pierwszej opcji celem jest jak najlepsze urządzenie się w świecie doczesnym. Priorytetową wartością jest tutaj maksymalna korzyść. Prawda jest na usługach realizowanego doraźnie celu. Nawet w relacjach z najbliższymi osobami dominuje tu chęć podporządkowania sobie drugiego oraz postawa, aby zawsze „moje było na wierzchu”. Codzienność opiera się na wielu iluzjach i mitach, które zyskują rangę „twardej rzeczywistości”.  Wszystko rozgrywa się na poziomie zewnętrznym, bez wsłuchiwania się w głos sumienia. Pomimo pozorów siły, w głębi bardzo mocno oddziałuje lęk. Jest to podświadomy lęk, aby nie ujawniła się rzeczywista prawda, która została zastąpiona przez „prawdę użytkową”, przydatną dla korzystnego załatwienia danej sprawy. Człowiek światowy często posługuje się także przemocą; najczęściej słowną, choć i także fizyczną. Efektem tego jest lęk przed zemstą i przed „silniejszym”. Ponadto ciągle istnieje widmo utraty dóbr, które zostały dotąd zdobyte. Bóg nie jest obecny lub jest sprowadzony do poziomu automatu, który ma spełnić „moje oczekiwania”.   To powoduje, że człowiek sam zaczyna zachowywać się jak król, który własnymi siłami nieustannie walczy o zachowanie lub powiększenie posiadanych terytoriów.

Drugie podejście do życia wygląda zupełnie inaczej. Tym razem centralne miejsce zajmuje Chrystus, który jest traktowany jako Król. Co to znaczy? Odpowiedź daje sam Jezus, między innymi w rozmowie z Piłatem (por. J 18, 33-37). Dla Piłata bycie królem jest tożsame z posiadaniem konkretnej władzy polityczno-militarnej. Aby uniknąć nieporozumień, Jezus dokonuje bardzo ważnego rozróżnienia. Wskazuje, że istnieje także królowanie w odmiennym sensie:  „Królestwo moje nie jest z tego świata”. Jest to królestwo w znaczeniu duchowym i religijnym, gdzie fundamentalne znaczenie ma prawda obecna we wnętrzu. „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie”.  Jezus jest Królem, czyli udziela daru prawdy, która może być odkryta w sumieniu. Dotyczy ona Boga, człowieka i tego wszystkiego, co służy zbawieniu. Chrystus ofiarowuje prawdę na zasadzie świadectwa, pełnego miłości, a nie poprzez akt przemocy i przymuszania. Nie stosuje także logiki utylitarystycznej. Znaczy to, że korzyść nigdy nie jest na pierwszym miejscu, lecz stanowi jedynie ewentualny owoc i skutek podjętej prawdy.

Jeśli chcemy, aby Jezus był rzeczywiście naszym Królem, wypełniajmy Jego wyraziste wskazanie: „Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. Oto konkretny drogowskaz. Jesteśmy zaproszeni, aby odważnie wsłuchiwać się w głos wnętrza. Dzięki temu będziemy mieli coraz lepszą świadomość obiektywnej prawdy, która pozwala opierać się na rzeczywistych faktach, a nie na iluzorycznych mitach. Wówczas znika (lub przynajmniej zmniejsza się) lęk, którego głównym źródłem jest wyobraźnia „strasząca” tym, czego tak naprawdę nie ma. Ponadto na skutek braku stosowania przemocy nie odczuwamy obawy, że padniemy ofiarą zemsty za popełnione zło i kłamstwo. Zarazem w kontekście ewentualnego „ataku na niewinnego”, mamy pewność, że zostaniemy obronieni przez Jezusa-Prawdę. Chodzi tu o pokój serca. Nawet gdyby jakiś ludzki sąd tego świata niesłusznie nas skazał, nie zadręczamy się tym, gdyż liczy się dla nas tylko Sąd Boży. A skoro jesteśmy w prawdzie, to ze strony Boskiej prawdy możemy spokojnie oczekiwać Nieba, bez lęku.

Warto pamiętać, że prawda jest tym, co stanowi najlepszą ochronę w wielorakich zmaganiach.  Tylko dzięki niej może zaistnieć i prawidłowo rozwijać się autentyczna miłość, przeniknięta czystym pięknem.

Jezu Chryste, Królu Wszechświata, nasycaj nasze serca Bożą i ludzką prawdą…

22 listopada 2015 (J 18, 33-37)

Zewnętrzne znaki wnętrza


Zewnętrzne znaki pomiędzy ludźmi... Ich znaczenie i wartość zależą od wewnętrznych treści, które odzwierciedlają. Ta sama zewnętrzna forma może wyrażać zupełnie odmienne wewnętrzne rzeczywistości.  Stąd bierze się wiele nieporozumień.  Nieraz mają miejsce ostre spory pomimo w rzeczywistości podobnego postrzegania świata. Zarazem może panować przekonanie o istnieniu takich samych poglądów tam, gdzie tak naprawdę życiowe wizje są diametralnie odmienne.  Aby pogłębiać się duchowo i osiągać coraz lepszą wzajemną komunikację, trzeba wystrzegać się dwóch błędów.  

W pierwszym przypadku jest to formalizm, który charakteryzuje się pozostawaniem na poziomie zewnętrznej formy. Taką postawę prezentowali w Ewangelii faryzeusze. Dla nich najważniejsze znaczenie miało przestrzeganie różnych rytualnych wymogów. Pokazuje to zachowanie pewnego faryzeusza, który zaprosił Jezusa na obiad. Mistrz zasiadł za stołem nie  obmywając wcześniej  rąk przed posiłkiem. Takie zachowanie zostało odebrane negatywnie jako brak czystości. Przy czym nie chodziło o brak higieny, ale o nieprzestrzeganie obowiązującego rytuału. Obmycie rąk interpretowano jako przejaw religijnej czystości. Skoro Jezus nie wykonał tego gestu, w rozumieniu faryzejskim znaczyło to, że przystąpił do posiłku w stanie duchowej nieczystości. Dlatego przyjęto ze zdziwieniem, że człowiek głoszący Boże nauki zachowuje się w taki niemoralny sposób.

W drugim przypadku wszystko zostaje sprowadzone do „wewnętrznego świata” bez stosowania przynajmniej minimalnych zewnętrznych środków wyrazu. Występuje tu nieprawidłowe podświadome założenie, że drugi człowiek wie, co „we mnie się dzieje”. Powstaje nawet oczekiwanie, że powinien się domyśleć, o co mi chodzi. Istnieje tu niebezpieczna koncentracja na sobie. „Moje widzenie” jest traktowane jako jedynie istniejące i obowiązujące. Ewentualnie ma ono status najlepszego, do którego wszyscy inni powinni się dostosować. Ponadto, „czysta wewnętrzność” bez adekwatnych zewnętrznych odzwierciedleń jest iluzją. Jeśli ktoś twierdzi, że jest „wewnętrznie wierzącym” chrześcijaninem, ale bez skruchy trwale łamie w widzialny sposób określone przykazania, wtedy istniejące „zewnętrzne braki” dyskredytują składane  „duchowe deklaracje”.

W kontekście zdziwienia faryzeusza, Jezus wypowiada znamienne zdanie: „Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste” (por. Łk 11, 37-41). Słowa te zostały poprzedzone mocnym zarzutem pod adresem faryzeuszy: „wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości”.  Te wyjaśnienia i ostrzeżenia są uniwersalnym drogowskazem dla wszystkich w kwestii relacji pomiędzy „wewnętrznym” i „zewnętrznym”. Otóż najważniejsza jest dbałość o wnętrze. Bez życia wewnętrznego wszelkie zewnętrzne słowa i gesty stają się pustą formą. Wyznacznikiem duchowego bogactwa i moralnej czystości jest stan duszy. Największym darem, jaki  możemy ofiarować,  jest serce obdarzające bezinteresowną miłością. Zarazem nie oznacza to jakiegoś „hermetycznego światka wsobnego”. Prawdziwa miłość wyraża się zewnętrznie w dawaniu autentycznego dobra. Przy czym nie  może to być dobro wedle „mojego świata”, ale wedle „odmiennego świata” osoby obdarowywanej. Znakiem czystości serca jest coraz głębsza rezygnacja z drugiego człowieka jako tego, który zaspokaja moje potrzeby i oczekiwania. Chodzi o  to, aby stawać się narzędziem, przy pomocy którego Bóg może realizować w drugim swe święte plany. Taka sytuacja jest optymalnym łączeniem wewnętrznej czystości z uzewnętrznieniem przenikniętym prawdziwą miłością.

                „Strona zewnętrzna” najczęściej znajduje wyraz w różnych słowach i gestach. Ale nie na tym koniec. Szczególnym środkiem „zewnętrznej komunikacji” jest także „duchowe milczenie”. Nie jest to puste milczenie, będące konsekwencją egoistycznego zamknięcia się w sobie. Wręcz przeciwnie, jest to miłujące otwieranie się, będące rezultatem nakierowania na Boga. Człowiek nie wypowiada słów, ufając, że Bóg w odpowiedzi na modlitwę sam udzieli niezbędnego światła „drugiemu światowi”; także  odnośnie tego, co dzieje się w „moim świecie”.  Ten sposób zachowania jest charakterystyczny dla pustelników. Ale każdy chrześcijanin jest zaproszony do tego, aby odkrywać prawdę o milczeniu, które wraz ze słowami i gestami jest niezwykłym sposobem miłującego objawiania się wnętrza. 

13 października 2015 (Łk 11, 37-41)